
Posprzeczaliśmy się dzisiaj z redaktorem Markiem Palczewskim o to jak pojmujemy różnice między dziennikarzem i blogerem. W sumie po opadnięciu pyłu bitewnego odkryliśmy, że walczymy po tej samej stronie. Nasza polemika, która miejmy nadzieję wzbudziła chęć do dyskusji naszych kolegów dziennikarzy dotyczyła rozróżnienia między blogerem i dziennikarzem prasowym (publicystą, felietonistą etc.). A więc między ludźmi umiejącymi pisać poprawnie w swoim języku ojczystym.

Zastanawiam się skąd bierze się u niektórych blogerów pokusa, by wypowiadać się na każdy temat, niezależnie od kompetencji i w dodatku popisywać się swoją ignorancją, że o arogancji nie wspomnę.

Nie wiem kim jest pan Marek Palczewski. Nie znam tego pana, nie mam pojęcia o jego publicystyce i w życiu nie czytałem jego tekstu. Nie wiem czy w ogóle mam do czynienia z dziennikarzem? Nie miałem też pojęcia, że prowadził on wywiad z Makarenką na stronie SDP, ani że pełni tu rolę jakiegoś redaktora naczelnego? I w zasadzie jest mi to szczerze obojętne, nawet gdyby człowiek ten przyjechał pod mój dom na ruskim czołgu i próbował strzelać odłamkowymi w okna mojej sypialni. Nadal nie wzbudzałby większego zainteresowania w moim życiu.

Na swoim blogu Andrzej Kaczmarczyk proponuje byśmy jako środowisko uderzyli się w piersi i sami od siebie zaczęli wymagać standardów dobrego postępowania. Chodzi oczywiście o głośny incydent z udziałem Ewy Stankiewicz i Stefana Niesiołowskiego.

Nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi – to maksyma starożytna, przytaczana w książkach dla początkujących dziennikarzy. Obawiam się, że redaktor Łepkowski tych książek nie czytał. A szkoda, bo może nie pisałby niemądrych komentarzy.
Postępowania Stefana Niesiołowskiego wobec Ewy Stankiewicz bronić nie sposób. Kto chce może jedynie szukać okoliczności łagodzących. Pozostawię to samemu zainteresowanemu i jego partyjnym kolegom. Mnie o wiele bardziej interesuje postępowanie naszej koleżanki po fachu Ewy Stankiewicz i reakcje środowiska na owo zajście.

Ze zdumieniem przeczytałem dzisiaj w Newsweeku tekst redaktora naczelnego tego pisma - p. Tomasza Lisa, który obłudnie rozpacza nad polską klasą polityczną.
Przez lata traktowaliśmy polityków jak drugorzędnych pajaców, to stali się pajacami. Widok absolutnego rynsztoku w sejmowej sali w piątek 11 maja nie tylko mnie nie zmartwił, ale nawet ucieszył. Z całą mocą potwierdził bowiem moje wyobrażenia o tak zwanej klasie politycznej - pisze oburzony Lis.

Kilka lat temu samozwańczą polską elitką intelektualną wstrząsnęło doniesienie, ze prezydent Warszawy, kandydat na prezydenta RP, zwrócił się do jakiegoś ,,Bogu ducha winnego obywatela" wulgarnym określeniem ,,spieprzaj dziadu!". Rzeczywiście, niedobrze jest, kiedy osobnik utrzymujący się z podatków obywateli wyzywa wyborcę od dziadów i zamiast odpowiedzieć na najgłupsze nawet pytanie każe im spieprzać chowając się jednocześnie pod ramiona ochrony.

Z zainteresowaniem obejrzałem na stronie SDP wywiad filmowy z Vadim Makarenką, dziennikarzem Gazety Wyborczej, na temat ,,co wolno blogerowi, a co dziennikarzowi?”. Uważam, że pytanie zadane w tym wywiadzie jest zwyczajnie głupie. Wolność słowa w tym kraju teoretycznie gwarantuje artykuł 54 Konstytucji RP w brzmieniu: 1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. 2. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane.


W 2007 roku hiszpański dziennik poranny El Pais opublikował serię oszczerczych artykułów autorstwa dziennikarki Pilar Ramoli, przedstawiających Polaków jako współsprawców zagłady Żydów podczas II Wojny Światowej. Artykuły te były wpisane w programową kampanię propagandową skierowaną przeciw ,,ostatniemu bastionowi zachowawczego katolicyzmu” w Europie. Swoją stronniczością Pilar Ramoli udowodniła, że europejska prasa lewicowa jest nieobiektywna i obłudna w ocenie złożonych procesów społecznych.

Szanowny panie Woziński, pańska odpowiedź na mój artykuł nie stanowi żadnej próby polemiki. Nie znajduję w niej stosunku merytorycznego do mojego artykułu. Pański tekst pt. Kiedy dolar stanie się śmieciem ? był naładowany emocjonalnie, stąd też spotkał się z porównaniem do publicystyki krajów silnie antyamerykańskich. Już sam jego tytuł zawierał dawkę emocji wskazujących pański stosunek do USA.

Kilka dni temu PAP opublikował tekst pt. ,,Korea Północna staje się groźnym imperium atomowym" . Tekst był wielokrotnie publikowany na kilku stronach ( w tym samej Gazety Wyborczej!), musiał się więc cieszyć poczytnością.
Jego autor lub autorka (niestety brakuje podpisu) pisze:

Rozbawił mnie dzisiaj redaktor Seweryn Blumsztajn, czołowy ideolog ,,Gazety Wyborczej", który nawiązując do słów posła PO Jacka Tomczaka, twierdzącego, że tylko małzeństwo gwarantuje stabilny związek dwojga ludzi, napisał na łamach swojej gazety: ,,Legalizacja prawna związków homoseksualnych i przyznanie im praw to już europejski standard i nasi konserwatyści muszą sie z tym pogodzić".


W dzisiejszym porannym przeglądzie prasy w Radiu TOK Jacek Zakowski zadał pytanie: wybitny naukowiec, członek Polskiej Akademii Nauk, powiedział, że homoseksualizm jest chory. Inaczej twierdzi WHO. To mam pytanie o PAN: Instytucja dla której wiedza naukowa jest tak istotna czy tez jest to kółko maryjne, dla którego istotne są inne przekonania, mające inne źródła, niż nauka.

Na dwa tygodnie przed Wielkanocą stacja telewizyjna BBC Knowledge wyemitowała serię programów dokumentalnych prowadzonych przez znanych akademików brytyjskich, których tematem przewodnim było pytanie ,,Czy Bóg istnieje?".
Uważam, że żaden z tych programów, jakkolwiek był prowadzony przez ciekawe osobowości, nie przybliżył mnie w najmniejszym stopniu do odpowiedzi na to fundamentalne pytanie.

Publicystka Gazety Wyborczej raczyła dzisiaj wyjawić w programie Radia TOK FM swój głęboko skrywany niepokój jaki odczuwa po ostatnim głosowaniu sejmowym nad projektem rezolucji polskiego parlamentu do władz Federacji Rosyjskiej o zwrot tego co jest nasze, czyli resztek samolotu polskiego prezydenta i zwierzchnika sił zbrojnych.

Portal gazeta.pl zamieścił dzisiaj artykuł pod tytułem ,,Rusza proces Breivika. Zamachowiec pozdrawia faszystowskim gestem".
W tekście zamieszczonym na portalu gazeta.pl czytamy dalej: Po wejściu na salę sądową i zdjęciu mu kajdanek 33-letni Norweg przywitał obecnych, unosząc wyprostowaną prawą rękę z zaciśniętą pięścią. W swoim wcześniejszym manifeście oświadczył, że gest ten symbolizuje "siłę, honor i wyzwanie rzucone marksistowskim tyranom w Europie.

Temat zastępczy
Na początku grudnia 2011 roku amerykańscy dyplomaci i pracownicy amerykańskich agencji pomocowych na całym dostali od prezydenta Baracka Obamy polecenie ,,przyczyniania się do większej obrony praw gejów”.